Etiopia. Plemiona południa PDF Drukuj
Spis treści
Etiopia. Plemiona południa
Skoki przez byki
Na targu
Wszystkie strony
Spotkanie z ostatnimi naturalnie żyjącymi mieszkańcami Afryki. Reportaż z wyprawy do Etiopii. Autor: Krzysztof Matys.

kobieta mursiPołudniowa Etiopia to jeden z najbardziej odizolowanych terenów w Afryce. Od reszty świata odgrodzona jest wysokimi, sięgającymi czterech tysięcy metrów pasmami gór i trudnymi do przebycia pustyniami. Malaryczny klimat, położenie z dala od centrów cywilizacyjnych i specyficzne ukształtowanie terenu sprawiały, że obszar ten zawsze był wyjątkowo niedostępny. Nawet dziś, podróżuje się tu z dużym trudem.Samochód terenowy porusza się z prędkością 20 - 30 km na godzinę. Nie ma dobrych dróg, prawie zupełnie brak mostów. Liczne tu rzeki i górskie strumienie przekraczać można tylko w porze suchej. Kiedy pada deszcz stanowią zaporę nie do przebycia. Na samym południu nie ma też większych miast, elektryczności i hoteli. Nocujemy zatem w namiotach, idziemy spać gdy robi się ciemno, a budzimy się regularnie, zawsze na godzinę przed wschodem słońca, na odgłos małp prawie zaglądających nam do namiotów.


Dzięki tej izolacji, miejscowa ludność do dziś zachowała swą pierwotną kulturę. Tutejsze plemiona są jednym z najciekawszych cywilizacyjnych fenomenów Afryki. Najmniejsze liczą kilkuset mieszkańców, największe kilkadziesiąt tysięcy. Granice kulturowe i językowe między nimi ciągle są bardzo wyraźne. Mimo tego, że często ich wsie leżą tuż obok siebie nie widać między nimi większych wzajemnych wpływów. Bywa, że przejeżdżając kilkanaście kilometrów znajdujemy inaczej zbudowane domy, inne uprawy, odmienne stroje i, co najciekawsze, inny język. To istna mozaika kultur.


Mursi

mursi etiopskie plemięJuż w pewnej odległości od osady spotykamy pierwszych mieszkańców. Ich surowe, nieprzyjazne twarze trzymają nas na dystans. Mężczyźni są uzbrojeni. W Etiopii istnieje zakaz posiadania broni palnej. Ale tu na południu nikt sobie z tego nic nie robi. Wśród wielu plemion chłopak stający się mężczyzną otrzymuje od ojca broń. Jest jej tu cały przekrój, najpopularniejsze są Kałasznikowy, ale często zdarzają się też pamiętające czasy włoskiej agresji Mausery lub radzieckie Mosiny. W 1991 r., kiedy upadł komunistyczny reżim Mengistu, żołnierze największej w Afryce, czterystutysięcznej armii, po prostu rozeszli się do domów. W ten sposób ogromne ilości broni „rozpłynęły się” po kraju. W jednej z osad, tuż przy kenijskiej granicy pytałem o cenę. Kałasznikowa można kupić bez żadnego problemu za 250 etiopskich birów, czyli za około 80 zł ! No, ale złotówki tu nic nie znaczą. Powiedzmy, że jest to równowartość dwóch małych kóz.

Aby wjechać do wsi Mursi trzeba wnieść opłatę na rzecz ich społeczności. Zaskoczeni byliśmy, że stawka wzrosła dwukrotnie. - Skąd ta zmiana? - pytamy. - Było przecież taniej. - Jak to skąd! - Odpowiadają miejscowi. - Jest przecież rok milenijny! Wyjątkowa okazja, więc i oni chcą z tego skorzystać. Śmiejemy się, mocno tym zdziwieni. Mursi będący wizytówką naturalnych plemion Afryki, żyjący wydawałoby się bez kontaktu z cywilizacją, wiedzą, że w Etiopii właśnie teraz, siedem lat później niż w pozostałej części świata, rozpoczął się rok 2000! Skąd wiedzą? Z radia. Nie ma tu jeszcze prądu, telewizji, dróg i gazet, ale gdzie niegdzie mają radio na baterie.

Szybko przekonujemy się, że to nie jedyny przejaw ucywilizowania Mursi. Bardzo polubili pieniądze. A jeszcze do niedawna podstawowa walutą w tej części świata były bryłki soli. Dojeżdżamy do wsi i wysiadamy z samochodów. Jeszcze nie zamknąłem za sobą drzwi, gdy już otoczył mnie cały rój wymalowanych i przedziwnie ozdobionych półnagich ludzi. Największe wrażenie robią kobiety z glinianymi krążkami rozciągającymi dolną wargę.

Każdy chce by go fotografować. Odpłatnie oczywiście, 2 biry za zdjęcie. Każdej osobie. Jeśli więc przypadkowo w kadr wejdzie pięć osób, płacisz 10 birów. Zapłaty nie da się uniknąć. Mursi w toku walki z turystami o pieniądze nauczyli się sprawdzać na monitorach aparatów cyfrowych jakie zdjęcie zostało zrobione! Dodatkowo nad porządkiem w rachunkach czuwa staruszka siedząca na dachu jednej z chatek. Z góry wszystko widzi. Nie okradniesz Mursi! Trzeba płacić. W tych okolicznościach zrobienie naturalnego, nie pozowanego ujęcia jest niemal niemożliwe. Trzeba pobyć tu nieco dłużej, przetrzymać pierwszy atak, wydać parę birów, a potem porozmawiać, spróbować przyzwyczaić ich do siebie, i do aparatu.

Co zrobią z tak łatwo zebranymi pieniędzmi? Rozglądam się dookoła. Nie ma gdzie ich wydać. Żadnych sklepów. Nikt tu nie ma samochodów, nie ma domów w naszym znaczeniu, nie ma mebli, sprzętu AGD. Co zrobić z pieniędzmi? W tej części świata pozycję rodziny wyznacza ilość posiadanego bydła. Za 40 krów można kupić żonę. Wielożeństwo jest dopuszczone. Jeśli cię stać możesz mieć żon ile tylko chcesz. W pewnej wsi sąsiedniego plemienia słyszałem o rekordziście, mającym dwadzieścia pięć żon. Co jeszcze można zrobić z pieniędzmi? Gdy odjeżdżaliśmy jeden z mężczyzn spytał nas czy nie zabralibyśmy go do najbliższego miasteczka. Chciał pojechać na piwo.

 


 


hamer etiopskie plemięTak jak Mursi słyną z krążków w wargach kobiet, tak plemię Hamer znane jest przede wszystkim z rytuału skoków przez byki. Co roku, od października do stycznia, w każdej wsi odbywają się najważniejsze dla tych społeczności święta. Skoki maja charakter inicjacji. Wprowadzają chłopca w świat dorosłych. Mężczyzna, który nie skakałby przez byki, byłby bez wartości, nie mógłby założyć rodziny. Coś takiego się nie zdarza, to wbrew naturze. Uroczystość jest wielostopniowa, rozciągnięta w czasie. Właściwy rytuał poprzedzają huczne przygotowania. Zaprasza się wielu gości, są uczty i tańce. Dlatego nie jest to impreza tania. Mężczyzna, który ma wielu synów, stoi przed nie lada finansowym wyzwaniem. By jakoś sobie z tym poradzić rozkłada to w czasie. Skutkiem tego, pierwszy syn może stać się dorosłym już w wieku 10 lat, ale ostatni, będzie ciągle czekać na swoją kolej, mając lat 20 i więcej. Tak więc zobaczyć można i skaczące dziecko i mocno wyrośniętego młodzieńca. A jak to wygląda?

Główna część rytuału zaczyna się od biczowania kobiet. Mężczyźni, którzy przeszli już inicjację, długimi rózgami, uderzają w gołe plecy kobiet. Krew płynie, wygląda to okropnie, ale dla tych ludzi nie ma w tym nic strasznego. Bliskie mężczyźnie kobiety, w ten sposób, wyrażają podziw dla jego odwagi i zręczności okazanej w trakcie skoków. Cóż cenniejszego mogą ofiarować niż swoją krew? Efekt tych zabiegów widać na ciele. Plecy kobiet pokryte są zgrubiałymi bliznami. Są one powodem do dumy.

Po biczowaniu zaczynają się ostateczne przygotowania do skoków. Zganiane jest bydło, schodzą się goście. Są to głównie członkowie rodziny i osoby zaproszone, w sumie kilkadziesiąt osób, zazwyczaj spory tłumek. Kobiety tańczą lub siedzą i czekają. Mężczyźni przygotowują młodzieńca oraz ustawiają byki w rzędzie, jeden obok drugiego. Tworzą w ten sposób pomost złożony z bydlęcych grzbietów. Byków powinno być przynajmniej kilkanaście, ale przed bardzo młodymi chłopcami stawia się raczej mniejsze wyzwania. Zadaniem inicjowanego, który w trakcie tych uroczystości jest zupełnie nagi, jest wskoczyć na grzbiet pierwszego w rzędzie byka, przebiec po wszystkich i zeskoczyć po drugiej stronie. Trasę należy pokonać trzykrotnie w każdą stronę. Jeśli się uda, skaczący na przykład nie spadnie, przyjmowane jest to z wielką radością. Wszyscy wiwatują, gratuluję i rzeczywiście cieszą się razem z najbliższą rodziną. Teraz już można udać się do wsi na ucztę. Zaprasza ojciec chłopca, który właśnie został mężczyzną. W najbliższym czasie należy spodziewać się zaręczyn. Rodziny często tylko czekają na ten moment by ogłosić to, co już wcześniej uzgodniły, ten mężczyzna ożeni się z tą dziewczyną.



handlujące etiopkiNajlepszą okazję do spotkania z plemionami daje odbywający się raz w tygodniu targ. W dniu targowym miasteczko ożywa. W jego centrum jest duży plac ubitej ziemi. Na ten plac ściągają ludzie z całej okolicy. Idą pieszo nawet 50 km. Niosą co się da, worek zboża na głowie, kiść bananów lub koguta pod pachą. Aż 90% gospodarki Etiopii to rolnictwo, głównie w małych gospodarstwach. Uprawia się na własne potrzeby. Sprzedaje się niewiele. Zresztą, odnosimy wrażenie, że to nie handel jest tu najważniejszy. Nie widać zachwalania towaru, reklam, targowania. Żadnej pasji kupieckiej. Więcej jest za to wesołych rozmów. Targ jest wydarzeniem towarzyskim. Ludzie idą taki kawał drogi po to by się spotkać, po to by usłyszeć coś spoza własnej wsi.

 



targ w etiopiiTowar rozkładany jest wprost na ziemi lub na rozesłanych matach. Sprzedający siedzą w kucki lub na niewielkich, wyrzeźbionych z jednego kawałka drewna stołeczkach. Stołek taki, (po etiopsku „borkota”) jest nieodłącznym towarzyszem podróży każdego mężczyzny. Widzimy dziesiątki mężczyzn idących na targ. Nie niosą towaru na sprzedaż bo to raczej domena kobiet. Jedyne co dzierżą w ręku, to właśnie borkota. Niektórzy mają jeszcze nóż przy pasku i karabin na plecach. Ale z Kałasznikowem na targ nie wejdą, jest przecież zakaz posiadania broni palnej. Widziałem piękną historię. Przy wejściu na plac targowy jest budka, przy niej rządowi policjanci. Chcesz przejść dalej, musisz zostawić broń w przechowalni. Dostaniesz numerek jak w szatni. Wychodząc odbierzesz swój karabin. Obserwowałem, to działa. Zostawiają, odbierają. Nie tylko broń palną, ale też noże. Na targu panuje zaprowadzony przez rząd porządek.

Rząd jest tu nośnikiem cywilizacji. Nowoczesność zdobywa te tereny z jego nakazu. Dokłada się starań by tutejsi mieszkańcy włożyli ubrania, a nie chodzili niemal nago. Przy pomocy chińskich przedsiębiorstw, trwa wielka budowa dróg. Wszyscy mówią, że to ostatnia szansa by zobaczyć naturalnie żyjące plemiona Etiopii.

Zobacz więcej:
Etiopia od kuchni >>

© Krzysztof Matys
Artykuł w nieco zmienionej formie ukazał się w "Kurierze Porannym" (22 lutego 2008) pod tytułem: "Żona za 40 krów".

 

Wakacje-Hity.pl
tel. 085 742 90 15, 742 90 16

www.wakacje-hity.pl

Nasze biuro współpracuje z większością polskich organizatorów. Z całej gamy propozycji wybierzemy najkorzystniejszą ofertę. Do Państwa dyspozycji jest nasza wiedza i doświadczenie. Za tę usługę nie pobieramy żadnych dodatkowych opłat. Zapłacicie Państwo tyle samo, ile w każdym innym biurze. Z tą różnica, że tu otrzymacie fachowe, profesjonalne doradztwo. Na wszystkie pytania odpowie Krzysztof Matys, pilot i przewodnik, znawca i miłośnik Etiopii.